17 mar
2014
Kategoria: Lifestyle, Zwierzęta
Dodane przez    Brak komentarzy

5 rzeczy których nie znoszę, a inni uwielbiają

Żółty rower stoi na moście nad rzekąDość dawno spodobał mi się wpis Rzepki na plusie, dlatego zdecydowałam się sama również stworzyć krótką listę rzeczy, których nie znoszę, a inni potrafią uwielbiać albo i nawet kochać bezgranicznie. Od wielu, wielu lat mój stosunek do tych kilku rzeczy się nie zmienia, więc podejrzewam, że ta lista będzie jeszcze baardzo długo aktualna. Chociaż życie nie raz mnie nauczyło, żeby nigdy nie mówić nigdy… Powstanie również odwrotna lista, gdzie opiszę pięć rzeczy, które uwielbiam, a niektórzy bardzo często ich unikają.

1. Jazda na rowerze - to nigdy nie był mój sport, tak samo zresztą jak koszykówka. Nie lubię jazdy na rowerze, tym bardziej długiej. Kiedy miałam zakaz biegania to każda dłuższa wycieczka rowerem była dla mnie mordęgą. Rower tak, ale na szybkie zakupy w pobliskim spożywczaku. Wolę używać nóg żeby się przemieszczać!

2. Mleko – nie znoszę to mało powiedziane. Nienawidzę mleka całym swoim ciałem. Zapach mną trzącha, zwłaszcza gdy jest ciepłe. Jak sobie pomyślę o kożuchu to mam odruch wymiotny… Nie piję mleka od szóstego roku życia i nie czuję jego braku. Lubię wyroby mleczne, typu ser biały czy żółty, śmietana też dobra, ale już jogurt naturalny/smakowy, maślanka, kefir, budyń to dla mnie dramat. Mleko zniosę jeszcze jako składnik do ciasta czy kremu.

3. Warszawa – to miasto nie ma dla mnie za grosz uroku. Jest brudne, ciężkie i bez klimatu. Żadne polskie miasto tak mi nie działa na nerwy jak Warszawa. Jedyne dobre skojarzenia to te związane z bieganiem, ale nic poza tym. Osobiście wolę Wrocław, Słupsk czy Poznań. Swego czasu byłam tam dłużej niż planowałam i wcale mi się to nie podobało, jeden czy dwa dni to dla mnie dużo, a przez cały miesiąc mało nie nabawiłam się depresji. Nie wyobrażam sobie życia na co dzień w Warszawie i unikam tego miasta jak ognia.

Wiszące czapki, opaski w sklepie4. Zakupy w galerii handlowej – już o tym wspominałam tutaj. Nie lubię zakupów w galeriach handlowych w poszukiwaniu idealnej torebki, butów, sukienki, spodni czy innej szmateczki. To szperanie, szwędanie się działa na mnie irytująco. Dla mnie najlepsze zakupy to takie, gdy wchodzę do sklepu, widzę rzecz na której mi zależy i po przymiarce jestem w stanie ją zabrać do domu. Najbardziej denerwują mnie zakupy na przykład spodni, gdy okazuje się że na mój tyłek ciężko znaleźć te pasujące, bo nie mam niestety prostej budowy jak chłop i po kilku godzinach szopingu wychodzę załamana. Po tego typu zakupach nie patrzę w lustro ponad tydzień…

5. Niepościelone łóżko – jedna z moich niewinnych obsesji. Nie znoszę, gdy wstaję rano i zostawiam niepościelone łóżko. Zdarza się, ale nie lubię. Przed snem za to lubię wszystko przewietrzyć i wytrzepać z okruchów. Wtedy mogę spać spokojnie.

No to komu podpadłam? A kto ma podobnie?

P.S. Zapraszam do super akcji Fotowolontariusze!