30 maj
2014
Kategoria: Bieganie, Lifestyle
Dodane przez    3 koment.

Bieganie w terenie jest the Best!

wawozyZaczynając biegać miałam to szczęście, że dość blisko (3km) znajdował się las, do którego o zgrozo! na początku dojeżdżałam samochodem. Biegałam kółeczko po lesie. Trening trwał maksymalnie 25 minut. Ani trochę nie potrafiłam wtedy docenić uroku biegania po lesie, bo skupiałam się na stękaniu, że coś mnie znowu „boli”. Do dzisiaj nie mogę zrozumieć jak mogłam tak marudzić. Psychicznie byłam totalną lebiodą. 

Ale biegałam. Z większym lub mniejszym zaangażowaniem. Po pewnym czasie przestałam dojeżdżać samochodem do lasu, pokonywałam te 3km biegiem. Ależ to był przełom! W dodatku wychodząc z domu, zaraz znajdowałam się na drodze polnej. Teren, teren, sam teren. Czasem błotko, niekiedy wiał straszliwy wiatr lub padał zacinający śnieg. Jednak za nic nie oddałabym przebywania na łonie natury, a tym bardziej jak mam do wyboru asfalt.

Nie lubię biegania po asfalcie. Owszem, czasem warto zmienić nawierzchnię, żeby docenić to co się ma, ale asfalt w moim przypadku zawsze przegrywa. Bez względu jak długą mam przerwę w klepaniu asfaltu. teren_sciezkaW terenie biegnie mi się przyjemniej, lubię słuchać natury (biegam bez muzyki), mogę wtedy odpłynąć myślami i w spokoju duszy oraz ciała walczyć ze swoimi słabościami. Z każdym krokiem zostawiam za sobą kurz problemów, resetuję się z każdym kilometrem i wracam szczęśliwa. Nic tak mnie nie zmienia jak przebywanie w samotności, w postępującym zmęczeniu. Z każdym treningiem odkrywam się na nowo, nie raz się wkurzę, ale tylko na siebie, nie raz myślę o odpuszczeniu, ale w ogólnym rozrachunku każdy moment składa się na to jakim jestem biegaczem. Na asfalcie czuję się przytłoczona. Po pewnym czasie nawet znudzona. Wszystko mnie rozprasza i nie mogę tak totalnie odlecieć, mimo wbicia się w „luz biegowy”.

Kilka tygodni temu przeprowadziłam się do miasta. Big City jak się patrzy. Mnóstwo kamienic, wysokie blokowiska i ogromna ilość ludzi, w tym wszechobecnych turystów. Biegowo dla mnie totalna rewolucja. Z malutkiej wiesi, gdzie pola i wąwozy miałam zaraz obok, do szarego, asfaltowego imperium. Po kilku treningach stwierdzam jedno: Wolę bieganie w terenie!! Nawet tutaj szukam miejsc, gdzie jest więcej zieleni, gdzie nie muszę biec chodnikiem.

Bieganie w mieście jest ciężkie bo:

- gdy jest ponad 23 stopnie to miasto kisi się w sobie i gotuje od środka; temperatura odczuwalna jest dobijająca.

- mnóstwo świateł; zatrzymywanie się co chwilę, bo nie trafiło się na zieloną falę potrafi skutecznie zniechęcić.

miasto

- spora ilość ludzi, spacerujących, stojących lub siedzących; wymijanie co chwilę ludzi jest średnio przyjemne.

- czasem do przyjemnego miejsca biegowego trzeba dojechać; najbardziej podoba mi się tutaj Prater, jest tam 5km aleja kasztanowców, gdzie masz do wyboru różne nawierzchnie do biegania; na drugim miejscu jest długa wyspa na Dunaju, gdzie większość prowadzi po asfalcie, ale jest to dość przyjemna wycieczka biegowa. Niestety od tych miejsc mieszkam teraz kawałek drogi, chociaż do Prateru ostatnio sobie pobiegłam (5km w jedną stronę).

- niestety miasto jak to miasto jest spore; wychodząc z domu na trening, zwłaszcza dłuższy albo gdy dojeżdżasz na miejsce treningu, może się okazać, że w tej części miasta pada lub jest burza.

- ciężko znaleźć miejsce, w którym można pobyć samemu na ścieżce biegowej.

- zrobić długie wybieganie nie będzie łatwo, wyznaczanie trasy w całkiem nowym mieście to wyzwanie dla zdolności nawigacyjnych.

- nie każdy park jest duży; tak ostatnio rozczarowałam się Belvederem, okazało się, że jest malutki i do tego musiałam często stać na światłach by do niego dobiec.

Wiadomo do wszystkiego się można przyzwyczaić i najważniejsze jest to że można sobie pobiegać. Ale to nie zmieni mojego zdania i uwielbienia do terenu. Poza tym widzę też sporo zalet jeżeli chodzi o bieganie w mieście, ale to zasługuje na inny wpis.

Też macie takie odczucia?

  • Aśka

    Dorotka, a na tę wyspę na Dunaju to jak się można dostać,ma nazwę bo nie kojarzę a wybieram się do Wiednia w połowie czerwca :-)

    • http://bliczek.pl/ Dorotka

      Asiu na wyspę Dunaj można się dostać Ubanem, czyli metrem nr 1 (U1). Wysiadasz na przystanku Donauinsel i jesteś w samym środku wyspy :)

      Jak będziesz w Wiedniu to koniecznie się odezwij do mnie na priv to się spokojnie możemy umówić na jakieś wspólne pobieganie lub inną wycieczkę :) :)

      • Aśka

        Dorotka,odezwę się :-). Teraz właśnie jesteśmy na etapie orzganizacji wyjazdu więc jak już będę wiedziała co i jak ,to się odezwę.