12 wrz
2013
Kategoria: Bieganie, Lifestyle
Dodane przez    11 koment.

Jestem skomplikowana w środku

Prześwietlenie kolanaWolałabym żeby ten wpis nigdy nie musiał powstać. Nie tak miała wyglądać moja przygoda z bieganiem. Gdyby nie bieganie pewnie nie powstałby bliczek, uwielbiam “to dzieciątko”, ostatnio podchodzę do niego z większym dystansem, chociaż nie zamierzam go porzucać. Bieganie dało mi więcej pewności siebie, niestety ostatnio treningi poszły w odstawkę. Ale wróćmy do konkretów.

Mam problem z kolanem. Wczoraj ortopeda po dokładnym i dość długim usg stwierdził, że jestem skomplikowana w środku i wykrył w mojej prawej nodze torbiel łąkotki bocznej. Pierwsze co powiedział, że operacja. Poza tym zdziwiony był niezmiernie, że przyszłam do niego, a nie się przyturlałam. U mnie od razu wielkie oczy, słowa “Przeraził mnie Pan, nie da się nic z tym innego zrobić? Od razu operacja?”. Więc dla mojego spokoju dał mi zabiegi, maść i granulat do rozpuszczania w wodzie. Za trzy tygodnie kontrola. Jak się nie będzie zmniejszać to operacja. I oczywiście ze wszystkim jestem w stanie się pogodzić, pokornie będę chodzić na zabiegi, będę się smarować, pić i co tam jeszcze trzeba, ale najgorsze jest to, że z tą moją łąkotką podobno kiepsko, że coś niewyraźnie to wygląda na usg, że mam krzywe nogi i w ogóle to tym bieganiem więcej złego niż dobrego sobie zrobiłam… Jak to ostatnio mówią “Taka sytuacja”.

Wsparcie, porady i co tylko możliwe bardzo mile widziane.

  • Mateusz

    Hej Dorota!

    Krótko będzie: http://www.bieganie.pl/?cat=32&id=4783&show=1
    Przeczytaj :) Bartka znam osobiście.
    Ja wierzę, że będziesz biegała. Wystarczy chcieć! Nie bierz słów lekarzy za bardzo do serca.

    Pozdrawiam

    • Dorotka

      Dzięki za wiarę :) przyda się… chcenia do biegania jest u mnie mnóstwo, dlatego jestem coraz lepszej myśli :)

  • borman

    Ha! Skąd ja to znam? „Może Pan znaleźć inne hobby”. „Już Pan nie pobiega”. „Pana kolano do niczego się nie nadaje”.
    Chrzanią – za przeproszeniem! W sierpniu umierałem ze strachu, bo zajął się mną pseudoortopeda. Swoimi wyssanymi z palca diagnozami wywołał taki wkurw i taki stres, że zacząłem mieć do siebie i całego świata żal o to, że żyję. Jak się okazało Pan Doktor z Kliniki Chirurgi Kolana miał inne zdanie i dzięki niemu oraz swojej determinacji w styczniu wziąłem udział w Kolorowym Marszobiegu. Taka sytuacja ;) .

    • Dorotka

      Na Bormana zawsze można liczyć :D !! Sama planuję teraz zastosować się do zaleceń, zabiegować i pójść na kontrolę. Jak powie, że nic się nie zmieniło to wybieram się do innego lekarza, żeby sprawdzić co stwierdzi w moim przypadku. Niczego nie przekreślam, chociaż zaraz po wizycie byłam załamana…

  • Asia

    Dorotka,Kobieto głowa do góry!
    Fakt jestem kobietą i za bardzo się nie przyglądałam bo wolę męskie nogi oglądać ale krzywych nóg u Ciebie to ja nie widziałam ;-)
    Najpierw zastosuj się do tej „kuracji”,idź potem na kontrolę,plus koniecznie na „kontrolę” do innego lekarza tak jak masz w planach:-) I powoli sytuacja się wyprostuje zobaczysz.Potrzeba tylko trochę cierpliwości i czasu.A do maratonu to my go jeszcze trochę mamy.
    Ja jestem po operacji cysty kości piszczelowej (12cm) a teraz jak widziałaś sama biegam……….Będzie dobrze:-)

    • Dorotka

      Dzięki ogromne Asiu! Oby wszystko było dobrze :) zmotywowana jestem i nie odpuszczę ot tak. I coraz bardziej potwierdza się moja teoria, że większość lekarzy nie przepada za leczeniem biegaczy i najchętniej by ich usadzili w domu…

  • ewa

    Koniecznie skonsultuj to z innym lekarzem. Jednocześnie nie ma co szarżować – czasem na jakiś czas trzeba odpuścić. Na zawsze – na szczęście rzadko. Jeśli faktycznie konieczna będzie operacja, to się nie bój, ja jestem z mojej zadowolona (dziwię się, że w poradach w np. Runner’s przy złamaniu zmęczeniowym nawet słowem nigdy nie pisną o operacji), tylko to musi naprawdę specjalista robić, o to trzeba się postarać.
    Trzymam kciuki!

  • Krzysiek (MindEx – www.biegowaprzygoda.eu)

    Mi dwóch panów ortopedów mówiło: „nie biegać”. pan Doktor i pan Profesor (choć ten drugi trochę jakby łagodniej). Aha. I jeszcze trzeci, również Doktor. Natomiast mojej żonie, której popękała łąkotka, jeden pan powiedział: „żadnego ruchu!”. Również Doktor, ortopeda. Po ponad pół roku bez ruchu poszła do drugiego, polecanego przez sportowców, a ten zapytał: „kto Pani takich bzdur nagadał?” i dodał: „może Pani robić wszystko, a łąkotka albo się zrośnie, albo popęka, ale nic z tym się zrobić nie da, najwyżej trochę poboli”. i trochę boli.

    zasięgnij więc języka u sportowców: biegaczy, piłkarzy, tenisistów, narciarzy. w końcu znajdziesz dobrego lekarza, który być może powie zupełnie co innego i może okaże się, że możesz sobie spokojnie biegać (choć przyznaję, że o torbielach nie wiem nic, więc może nie wiem, co mówię).

    • Dorotka

      Dzięki wielkie :) Na pewno nie skończę na jednej wizycie i nie będę słuchać jednego lekarza „na ślepo”, bo po prostu wg mnie niemożliwym jest żeby bieganie szkodziło zdrowiu :)

  • Luka

    Hej,
    wiem że już wszystko wyjaśnione i skomentowane, ale napiszę o swojej krótkiej przygodzie z lekarzami – miałem spore problemy z kręgosłupem, dyskopatie, przepukliny itd. Mój (do tamtej pory) stały ortopeda poopowiadał mi co mi jest i powiedział że NIGDY nie będę już biegał, ani w ogóle żaden sport… Przybiło mnie to tak że prawie w depresję wpadłem, a razem ze mną mój organizm któremu zaczęło brakować ruchu. Zamiast być lepiej, zaczęło być coraz gorzej – bolały plecy, stopy, waga skoczyła o 7kg.
    W końcu zdecydowałem że pójdę do innego lekarza – fizjoterapeuty zajmującego się Krakowskimi (i nie tylko) piłkarzami (i nie tylko). On jak usłyszał słowa tamtego lekarza ostro je skrytykował i zdecydował że ma być dokładnie na odwrót – rehabilitacja i jak najwięcej ruchu.
    Po 3 miesiącach codziennych ćwiczeń na plecy, cotygodniowej rehabilitacji, wróciłem do biegania. Najpierw spokojnie, a teraz coraz mocniej. Ciekawe uczucie – kilka dni temu po raz pierwszy od ponad roku byłem w ciągłym biegu przez ponad 40 minut. Nieźle jak na kolesia który rok temu usłyszał że nigdy nie będzie biegał. Z tym że teraz każdy przebiegnięty kilometr daje mi jeszcze większą radość ;)
    Nie można się poddawać, zawsze jest jakiś sposób.

    • Dorotka

      Cześć :) ogromnie dzięki za Twój komentarz. Na podstawie Twoich, moich i mnóstwa osób doświadczeń wysuwa się po prostu jeden wniosek „Nie ma rzeczy niemożliwych”! i sport jest najlepszy na wszystko.

      Trzeba koniecznie kontuzję skonsultować ze specjalistą, a najlepiej z kilkoma i nie traktować pierwszych słów lekarza jak wyrok.

      Całkowicie Cię rozumiem jak się poczułeś, gdy od tak dawna przebiegłeś 40 minut jednym ciągiem :) :) Sama mniej biegam, ale cieszę się każdą minutą i każdym wyjściem. Wiem, że systematycznością dojdę do półmaratonu, a potem maratonu i więcej :) Teraz więcej czasu spędzam na ćwiczeniach, ale daje mi to również ogromną frajdę :)

      Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów oraz wytrwałości :) :)