6 sty
2015
Kategoria: Bieganie, Lifestyle
Dodane przez    Brak komentarzy

Pragnienie kilometrów

skala_lasMówią mierz wysoko, stawiaj sobie ambitne cele, cokolwiek podobno do odważnych świat należy. Nie przejmuj się, gdy mówią żeś dureń lub wariat, skup się na swoich potrzebach, pragnieniach, porywach. Dla niektórych 4 miesiące to kawał czasu, można wyjść za mąż, zaciążyć kupić bilet na Wyspy Owcze i wrócić. Dla mnie to chwila, zaledwie 18 wybiegań do godziny zero.

Każdy z nas ma mnóstwo zaniedbań, nieposprzątanych miejsc, niedociągniętych spraw, przytłaczają, ale nie świadczą o nas samych. Najgorszym jest przestać lubić siebie, wiecznie obiecywać i szukać, nie wiedząc czego. Błędem jest wiara w to że przyjdzie samo, kiedyś minie i będze jak kiedyś. Każdy z nas ma w sobie lenia, tego który rozkazuje pozostać tam gdzie jesteśmy. To nie jest tak, że Zdzichu spod ósemki ma łatwiej, bo nie ma psa, ani Sylwia z osiedla, bo jej mąż ją utrzymuje. Każdy może wszystko, na miarę swoich możliwości…ale nic samo się nie zrobi, niczego nie powtórzymy, do niczego nie dojdziemy bezczynnie czekając. Trzeba wziąć się w garść, w końcu zdecydować w którą stronę skręcamy, a może lepiej pójść przed siebie… Wybór wyborem, ale trzeba wiedzieć co chcemy wybrać. Ludzką rzeczą jest błądzić, poszukiwać i próbować. Jednak zbyt długie zwlekanie odsuwa nas od celu.

Limit czasu, łyk wody, milion myśli, wymagający trening, przyjemność zmęczenia i nieodłączny ból. Czy to na prostej, czy na zbiegach lub podbiegach. Będzie wysoko, będzie pięknie i niesamowicie trudno. Praktycznie tylko pod górę. “Zazwyczaj” mamy ochotę na więcej, pragniemy sprawdzać własne możliwości, staramy się przeginać, wymyślać niestworzone granice do których uparcie dążymy. Jestem w grupie tych od “zazwyczaj”.  Chyba nie umiem ot tak po prostu, w strefie komfortu bez bólu i walki. Uwielbiam komplikować sobie życie, tak wielu rzeczy nie umiem pogodzić, ale próbuję i wymagam od siebie jeszcze więcej, by na koniec dodatkowo dołożyć do pieca. Brzozowy las zimąBieganie mocno pozmieniało mi w życiu, kolanem, pierwszym maratonem, debiutami, odkryciem zbawiennej siły ćwiczeń w domowym zaciszu i odpoczywania w trakcie. Obecny stan przepełniony jest obawami, radością przemieszaną z karceniem się za pochopne czyny. Zbyt łatwo ulegam własnym pragnieniom, za często słucham chęci udowodnienia sobie, że potrafię, że jestem w stanie. Czy to źle? Dla mnie ani trochę, chociaż wiem że wielu nie jest w stanie tego pojąć.
Nazwijcie mnie głupią, szaloną, popierdzieloną czy też nierozsądną… Będę walczyć! Na każdym treningu, o to by spełniać marzenia. Obecny rok zapowiada się przełomowo, miał taki być, ale nie myślałam że do tego stopnia.

Zapytacie o czym ona pisze?! Odpowiedź jest jedna – Ciąg dalszy nastąpi.