6 kwi
2015
Kategoria: Bieganie, Lifestyle
Dodane przez    Brak komentarzy

Presja startowa

Buty Asics FujiTrainer 3

Myślami jestem gdzieś daleko. Zastanawiam się, które jeszcze psiaki nie mają zdjęć i trzeba je pokazać światu, bo może akurat znajdzie się ktoś kto pokocha danego czterołapa. Moje myśli krążą wokół lepszego i gorszego zdrowia moich podopiecznych, myślę o Chudym, który w życiu nie miał łatwo, a wręcz strasznie i próbuję mu pomóc na nowo uwierzyć w człowieka. Owszem, praca w schronisku dla bezdomnych zwierząt pochłania mnie bez reszty. Przyznam się, że doszło nawet do momentu w którym bałam się że po prostu porzucę bieganie, bo jestem zbyt wycieńczona po pracy. Na szczęście przeszło…i nie wraca.
Minęło sporo czasu, zdążyłam poznać czym są chińskie podróbki Salomona – o tym jeszcze napiszę więcej. Kupić nowe buty – co z tego że męskie, w których zakochałam się od pierwszego wejrzenia, a co najlepsze one pokochały moje krzywe i błotne bieganie. Udało mi się zaprzepaścić ambitny plan biegowy na rzecz innego, z tak zwanego cyklu “Ratuję swój start w UP na 50km”. Może nie jest tak rewelacyjnie jakbym chciała, jak myślałam jeszcze z trzy miesiące temu. Teraz zostały cztery tygodnie i jest jak jest.
Zaliczyłam wspaniały spontan biegowy w Górach Świętokrzyskich, wbiegłam – maszerując – na Łysicę. Ah po prostu kocham bieganie w terenie, nie chce wracać na asfalt, a na pewno chcę biegać w górach! To niesamowite świeże powietrze, superaśne długie podbiegi, które w drodze powrotnej zmieniają się w zbiegi.

Góry ŚwiętokrzyskieBoję się kontuzji kolan, że moje plecy odezwą się tak, że nie będę w stanie ukończyć biegu – wymarzonego ultra. Ale czy to jest ważne?? Czy tak naprawdę ukończenie 50km sprawi, że będę innym człowiekiem? Nie. Innym człowiekiem staję się wtedy, gdy mimo zmęczenia wychodzę na trening, staram się pokonywać wiatr i cieszyć małymi rzeczami. Bo kilometry to wolność, to świadomość pokonywania siebie, to ulepszanie siebie i bycie upartym. Nienawidzę jak mi się nie chce i muszę się zmuszać, bo i takie dni mnie dopadają. Te pojedyncze kilometry na co dzień znaczą dla mnie więcej niż ten jeden start. Oczywiście cel sam w sobie jest ważny, ale w tym momencie wiem, że nic nie muszę, nikomu nic udowadniać nie powinnam i nie chcę. Jestem ja i bieganie oraz wyzwanie w postaci 50km w Ultramaratonie Podkarpackim. Myślami krążę wokół zmieszczenia się w limicie, cieszeniu się startem oraz przeżyciem tego biegu bez większego szwanku. Presja?? Nie ma i nie będzie, zwłaszcza tej zewnętrznej. Jedynie ta wewnętrzna, bo jak już coś postanowię to nie ma przeproś. To wszystko ma być dla mnie!