23 sie
2014
Kategoria: Bieganie, Lifestyle
Dodane przez    Brak komentarzy

Pyrek i Tyrek – czyli wiem, że nic nie wiem

Pyrek i Tyrek dwie kozy Nie mam pojęcia czy kiedyś przed jakimś startem będę pewna swego. Będę pewna, że nic mi nie wysiądzie, że jestem całkowicie przygotowana i że kolano mnie nie zaskoczy. Widocznie tak się nie da, bo panta rei i nic nie jest konstans etc. W życiu tak już po prostu jest i nie ma co się dziwić. Trzeba brać to co daje los.

Już nie pamiętam od kiedy walczę z ITBSem. Ciągnie raz mniej, raz mocniej, a czasem ani trochę. Największy ból ulokował się w biodrze i przy uciskaniu niemiłosiernie dręczy, wyciskając łzy z oczu i zaciskanie zębów. Po bieganiu objawia się bólem w okolicy kolana, po zewnętrznej stronie. Dramatu nie ma i oby nie było. Smaruję, rozciągam i chucham, dmucham. Tak to jest jak się krzywy człowiek za bieganie zabiera. Z przeprostami, z ogromną rotacją w biodrach, z krzywymi kolanami do wewnątrz i do tego z jedną krótszą nogą. Ale jak widać można, z ogromną niepewnością, ale można. Powiecie, że jestem nieodpowiedzialna, może nawet głupia, możecie sobie myśleć co chcecie, ja mam swój rozum i znam swój organizm. Wiem jedno, jak będzie fatalnie to plany ulegną zmianie. Do zmian jestem już bardzo przyzwyczajona, ale nie kraczmy…

Dlatego jak się zapewne domyślacie i o czym już wspominałam na fanpejdżu w planach mam maraton. Maraton w Polsce, w pięknym Poznaniu. Wszystko już załatwione, jestem zapisana, opłacona i z pięknym nr startowym 4047, wystartuję w tym roku w maratonie poznańskim. Cieszę się na ten start jak szczerbaty na widok sucharów, z wyjazdu, z tego że sporo znajomych blogaczy się wybiera i co najważniejsze, że nie biegnę sama.

Print Screen zgłoszenia ma maraton w Pozaniu 2014Pewnie stali czytelnicy pamiętają mój nieplanowany debiut maratoński w Łodzi i wynik do poprawy. Tak! w Poznaniu mam zamiar cieszyć się biegiem i startem, ale również spróbować poprawić życiówkę. Będę miała swojego osobistego zająca, czyli Ad. – szykuje się nasz pierwszy, wspólny maraton. Ciekawe co z tego wyjdzie. Ad. planuje poprowadzić mnie do mety z wynikiem 4h:30min. Wydaje się, że jest to do zrobienia, jestem w stanie biegać w tempie 5:50min/km, w tym czasie konwersując, co kiedyś było kosmosem. Tempo maratonu na wybrany czas jest sporo niższy, tylko co będzie po tym 30km? W Łodzi nie było pięknie, ale też nie dramatycznie. 12 października będzie lepszy, to już wiem. Czuję się zagubiona, ale niesamowicie podjarana kolejnym startem, walką z mięśniami, własnymi ograniczeniami. Niczego przewidzieć się nie da, ale głowa to podstawa, dlatego przede wszystkim pozytywne nastawienie i treningowanie.

Znacie poznańskie koziołki? Te co się trykają na wieży bezczelnie w samym środku dnia? Bo ja czuję się jak ta “koziołka” Pyrek, której imię kojarzy mi się z grubiutką kluseczką, taką bezradną i krzywą, która porwała się po raz kolejny na 42km 195m. Ale mam swojego koziołka Tyrka, który potrafi zaharować na biegowy sukces i będzie mnie prowadził do mety, bez względu na wszystko. Czy może być piękniej??