21 paź
2014
Kategoria: Bieganie, Lifestyle
Dodane przez    2 koment.

Pyrland Maraton

12.10.2014 - XV Poznań Maraton zdjęcia i relacjaPoznań Maraton 2014 miał być wyjątkowy pod wieloma względami i jak się okazało taki był, a nawet bardziej niż wcześniej przypuszczałam. Ale najpierw parę zdań wstępu.

Bałam się tego maratonu okropnie. Bardziej niż tego mojego pierwszego w Łodzi, gdzie od 30km umierałam w kryzysie. Bałam się, bo wiedziałam co mnie czeka, przed Łodzią miałam malutko czasu na zastanawianie się nad konsekwencjami swojego czynu, a tutaj przygotowania trwały i trwały. Plan rozpisany od dawna, czasem jakieś przesunięcia, ale bez kontuzji i większych problemów. Owszem po drodze walka z ITBS, który wyleczyłam sama po prostu systematycznymi i odpowiednimi ćwiczeniami. Walka trwała ponad miesiąc, ale przeszło. Potem pojawił się ból pięty, ale tylko przy chodzeniu i jak stanęłam na coś ostrego (kamyk), to nie przeszło, aż do dnia startu. Bywa. Półtora miesiąca przed Poznaniem nowa praca i też nie wiedziałam jak się ogarnę. Ogarnęłam się tak, że blog na tym ucierpiał…niestety. Poza tym same plusy. Bieg z osobistym zającem, czyli Ad. i walka o poprawę wyniku w Łodzi, krótko ujmując: pozbycie się tej nieszczęsnej „5″ z przodu. No i atmosfera o której tyle czytałam i słyszałam, że kibice niosą, jest ich mnóstwo i super organizacja.

12.10.2014 - XV Poznań Maraton zdjęcia i relacja12 października 2014 przyszedł bardzo szybko. W Poznaniu pojawiłam się dwa dni przed, w sobotę przed startem odbiór pięknego plecaczka, czyli pakietu, który był dla mnie zaskoczeniem. Dostaliśmy numery po sobie (4047 i 4048). Normalnie cud, miód i marcepan. Przed niedzielą miałam momenty zwątpienia i w głowie cały czas piętę, ale olałam to. Rzekłam w mózg „Co ma być to będzie”. Byle wystarczyło sił i chęci do 30km, a potem to już praktycznie meta. Start o 9.00 odbył się sprawnie. Stanęliśmy w swojej strefie startowej, tuż za czołówką, mniej więcej między balonikami na 4:30 a 4:45.

0km – 10km

Strategia była prosta. Rozgrzać się i biec swoim tempem. Endo włączone, ale biegliśmy na samopoczucie jak zawsze. Bez spinki na cokolwiek. Cieszyliśmy się biegiem, przybijaliśmy piątki, jedliśmy, piliśmy co stoły dały. Moment w którym wbiegliśmy na Stadion Inea był piękny, ale nie zapierający dech w piersiach. Podejrzewam, że gdyby był to 27km a nie 7km to zrobiłoby to na biegaczach większe wrażenie. Na takim zmęczeniu wiele dziwnych rzeczy wzrusza i dodaje sił. Wszędzie pełno ludzi, no po prostu lecimy jak nakręceni. Pod koniec zaczęła dokuczać mi kostka…z każdym krokiem bolała. Myślę pewnie od pięty, ale lecimy dalej. Ad. mówi „Przejdzie”.

11km – 21km

Kostka boli dalej. Ad. biegnie jak opętany, a ja za nim, bądź obok. Mało rozmawiamy, nie tracimy energii. Poza tym ja na długich biegach nie lubię gadać. A im dalej tym bardziej mnie wkurza jak ktoś nadaje jak katarynka, a nawet gdy rzuci więcej niż trzy zdania. No i gdzie w tym logika? Dalej cieszymy się z kibicami naszym świętem. Około 15km mijanka, dość krótka i przyjemna. Mi się chce do ToiToi i wtedy widzę napis „Kupa później. Teraz biegnij” – czy jakoś tak. No w sam cyk. Od razu mi się odechciało czegokolwiek. W sumie stopa boli tak samo, jakoś może dolecę, ale w głowie już mam wizję braku biegania po maratonie na długi czas. Zapominam o tym jak najszybciej. Na połówce stoją Nasi Kibice, fotka, fotka, cyk, pyk, siła jest. Chociaż miałam myśli, że gdyby był to półmaraton już byśmy byli na mecie. Ah durna logika kobiecego biegacza.

22km – 29km

12.10.2014 - XV Poznań Maraton zdjęcia i relacjaNadal mnóstwo kibiców i już wiem, że pod tym względem Poznań wygrywa. Kibicuje każdy, młody, stary, w samochodzie, na rowerze, przez okno, zza kwiatów, z namiotu, no po prostu każdy się bawi i ma radochę. Bajka. Świadomość powoli szykuje się na kryzys, bo przecież musi nastąpić, to jest maraton, nie jakaś niedzielna przebieżka. Bardzo szybko mijają kilometry, stopa boli dość okrutnie momentami, ale tłumaczenie mam jedno „Zaraz będzie boleć bardziej, tak że zapomnę o kostce”. Napis „Ból to ściema” również wrył mi się w umysł. Trasa bardzo mi się podoba do tej pory, nie nuży a to ważne. Są fragmenty, gdzie można spokojnie oddać się rozmyślaniom, wręcz kontemplować, gdzie jest mniej kibiców, co nie znaczy w ogóle. Trasa jak na asfalt wyjątkowo przypadła mi i Ad. do gustu, niesamowicie różnorodna, trochę parku, a to budynki, a to las, a to zakręty, nie ma się kiedy nudzić.

30km-40km

No dobra Panie Kryzysie czekam na Ciebie! Zwarta i gotowa! Ad. również skupiony w oczekiwaniu na najgorsze. Dalej żadnego punktu odżywczego nie odpuszczamy, pijemy i wcinamy banany. Bez eksperymentów. I tutaj duże brawa dla organizatorów, stoły długie, w dodatku ustawione pod mój żołądek i smaki. Najpierw woda, potem owoce, czekolada, cukier i na koniec izotonik oraz jeszcze woda. Osobiście muszę izotonik popić wodą, bo nie lubię tego dziwnego posmaku w ustach, więc dla mnie stoły to mistrzostwo organizacji. Biegniemy, kilometry zamiast się dłużyć lecą jak oszalałe. Co się do jasnej cholery dzieje?? Gdzie jest Pan Kryzys? Ad. też bez dramatu, mówi że czuje lekko w nogach kilometry, ale jest wporząsiu. Zaczęłam się martwić. Suniemy do przodu. Nie stajemy. Na 35km wybaczcie musiałam się zatrzymać, na pkt odżywczym Biegacz stanął mi przed nosem…ledwo wyminięty…uff. Stanie boli, więc biegnę dalej! Oh już lepiej – orgazm na miejscu. Nagle czuję jak drętwieją mi ręce, tak koło 37km, ohoho JEST! Mówię Ad. „Zaczyna mi się kryzys!”, Ad. kiwa głową i patrzy dalej… Ale ręce przeszły, a ja dalej biegnę swoim tempem. Raz ręce mrowieją, a potem przechodzi, ogólnie power jest, czyli lala. Niespodziewanie znowu Nasi Kibice :D Fotki, uśmiechy, piątki, u mnie nawet paralityczne podskoki i wymachy rękoma. Ojjojoj meta coraz bliżej! Coraz więcej ludzi idzie. Mnie na zbiegu kolano zaczyna dokuczać, pewnie od tej kostki źle stawiam nogę i teraz szwankuje. Po płaskim już jest dobrze, ale tylko z kolanem.

Ostatnie 2km do mety i 195 metrów

12.10.2014 - XV Poznań Maraton zdjęcia i relacjaMnóstwo osób wyprzedziliśmy na tych ostatnich 2km, zwłaszcza na podbiegu przed 42km. No po prostu lecieliśmy pod tą górkę jak nakręceni, była moc, ból też, ale delikatny. Kryzys nie przyszedł, a może był a my go nie poczuliśmy. Ściana, odcięcie prądu?? Nic takiego nie nastąpiło. Ten maraton bolał o przynajmniej 50% mniej niż debiut w Łodzi. Taki maraton to bajka, wspaniałe doznanie. Pal licho kostkę, dziś już o niej nie pamiętam, chociaż na drugi dzień noga spuchła masakrycznie i wyszedł siniak. Szybko minęło i obym miała to za sobą. Ad. jako Zając idealny. Rozumieliśmy się bez słów, a jak były słowa to krótko i na temat. Czasem wystarczyło spojrzenie by wiadomo było w czym problem. Wspaniale jest dzielić z drugą osobą cały maraton, kilometr po kilometrze i na mecie móc wspominać to samo, jednak trochę inaczej zapamiętane. Bo Poznań Maraton to już wspomnienie, które zapewne na długo będzie czymś fantastycznym. Istnieje możliwość, że coś przebije ten start, ale nie będzie łatwo. Ludzie, trasa, medal, makaron, piwo na mecie, atmosfera to wszystko na dużą piątkę z plusem! Ah i dorobiłam się nowej pięknej życiówki 4:37:28, czas z Łodzi poprawiłam o 26 minut. Jestem mega duma, zadowolona i nie wiadomo co jeszcze.

Gratulacje i inne spostrzeżenia w komentarzach poproszę ;)

  • Damian Orzechowski

    Gratulacje i brawa w pełni zasłużone!
    Szkoda tylko, że się nie spotkaliśmy w Poznaniu :/

    • http://bliczek.pl/ Dorotka

      Dzięki :) Szkoda, że się nie spotkaliśmy :( Ale mam nadzieję, że w końcu się uda!